BŁĘKITNA WSTĄŻKA
Strona główna
Adresy poradni

Menu

artykuły

wywiady

badania

przepisy kulinarne

linki




Kolonoskopia. Nie taki diabeł straszny...

Nie oszukujmy się: wszyscy boimy się raka. "Rak nie boli, bóle występują dopiero w ostatnim stadium choroby" - to znana prawda wisząca nam nad głowami jak miecz Damoklesa. "Więc nie patrz w górę, to go nie zobaczysz" - to z kolei stara jak świat dewiza głupców (tchórzy?) stosujących metodę podmiatania śmieci pod dywan (bo może stamtąd nie będzie ich widać?).

Cóż, stanowczo w tym wypadku wolę porządek! Z rakiem jelita grubego zetknęłam się przeszło 40 lat temu, gdy moja przyjaciółka (obecnie lekarka, wówczas świeżo po studiach) sama sobie postawiła diagnozę i pomimo sprzeciwu "najlepszego" gastrologa w Warszawie ("koleżanko - pani histeryzuje!") zażądała zrobienia jej kolonoskopii. "Boże, żebyś ty wiedziała, jak to bolało!" - mówiła po badaniu. Okazało się, że "najlepszy" gastrolog nie miał racji, a Aneta uratowała sobie życie - jak do tej pory 40 lat życia, a będzie tych lat więcej, bo cieszy się do dzisiaj wspaniałym zdrowiem. "Moja dewiza to szybkie rozpoznanie i nóż" - mówiła. Powoli zapominałam o tej jej dewizie, a przypomniała mi ją Agata Młynarska w telewizyjnym "Pytaniu na śniadanie", gdy podsumowując program dotyczący raka jelita grubego, apelowała: "Pokonajmy lęk! Pokonajmy wstyd! Przebadajmy się! Jak najszybciej! Żeby nie było za późno! Polska ma jeden z najwyższych wskaźników umieralności na raka jelita grubego z uwagi na zbyt późne jego wykrycie!".
Stwierdziłam, że muszę się przebadać. Tym bardziej że przy każdorazowym badaniu brzucha odczuwałam w jednym miejscu tępy, ale dość dotkliwy ból. Przeprowadziłam szybki wywiad wśród zaprzyjaźnionych osób. Okazało się, że właściwie wszyscy moi znajomi już się przebadali! Tylko że niektórzy przed kilkoma laty... Ich wrażenia? No cóż, nie były uspokajające. Oto niektóre z nich, przynajmniej te najbardziej charakterystyczne.
Tadeusz (kolonoskopia 8 lat temu): Boli jak cholera! Wepchnęli mi tę rurę tylko do pępka, więcej nie wytrzymałem.
Staszek (kolonoskopia 2 lata temu): Jakoś wytrzymałem, ale najgorsza dla mnie była konieczność wypicia w ciągu kilku godzin 4 litrów wody z jakimś świństwem. Pomyśl - aż 16 szklanek! Nie dałem rady, wypiłem tylko 3 litry i nigdy więcej!
Zosia (kolonoskopia 2 lata temu): Boli, nie powiem, nawet bardzo, ale dla mnie najgorsze były te lewatywy. Brr! Nie znoszę tego!
Jola (kolonoskopia w ubiegłym roku): Pamiętaj o tym, że jak dostaniesz te 4 litry do picia, to od razu zajmij sobie miejsce w kibelku. Ja na przykład, kiedy tylko zaczęłam pić tę miksturę, musiałam "wsiąść" na sedes. Zeszłam z niego dopiero po wypiciu wszystkiego (właściwie nie zmieściłam więcej niż 3 litry i szklankę). A potem jeszcze robili mi lewatywę. Okropność!
Tosia (kolonoskopia 4 lata temu): Uśpienie? Jakie uśpienie? Przecież chory musi współpracować z lekarzem. Co prawda wpuszczali mi co pewien czas środek uśmierzający, ale to mimo wszystko boli jak diabli. Ola (kolonoskopia 5 lat temu): Cholernie krępujący zabieg. U ginekologa mam do czynienia tylko z jedną babką i wszystko trwa 10 minut. A tu musisz leżeć z wypiętą pupą i kręci się koło ciebie kilka osób. A wszystko trwa wieki! Okropne! Natomiast wszyscy zgodnym chórem mnie pocieszali: "teraz podobno mają nową aparaturę i to nic nie boli". A jednocześnie: "biorąc pod uwagę obecną sytuację w służbie zdrowia, należałoby każdy szpital omijać szerokim łukiem. No ale jeżeli upierasz się na szpital, to może znajdziesz jakąś Leśną Górę" (tak, tak, ten wzorowy szpital ze znanego serialu).
Leśną Górę?! Gdzie ja na litość boską, znajdę tę Leśną Górę? Okazało się jednak, że dobry los mi sprzyjał! "Leśna Góra" znajduje się na Mokotowie w Warszawie. Co prawda tego dnia nie miały dyżuru ani siostra Bożenka, ani salowa Mariolka, ale cichutko przesuwały się po pokojach i korytarzach siostry elżbietanki w szarych strojach.
A doktora Burskiego cudownie zastąpił "anioł" w postaci wiceordynatora dr. Błażejczyka. To on zajął się mną od początku do końca. A jak to wszystko się odbyło?
Doktor zalecił stosowanie odpowiedniej diety na tydzień przed zabiegiem. Dzień przed pójściem do szpitala ostatni, bardzo lekki posiłek zjadłam o godz. 12.00. O 14.00 zaczęłam pić te osławione 4 litry (woda z rozpuszczonym lekarstwem na przeczyszczenie miała zupełnie przyjemny smak!). Byłam bardzo ciekawa, czy uda mi się wypić całość. Zastosowa- łam metodę picia po 5-6 łyków w krótkich odstępach czasu. Zmieściłam wszystko! Gdybym miała ze dwie szklanki więcej, też bym chyba zmieściła. I tak z duszą na ramieniu, nie wiedząc, czego się bardziej bać (diagnozy? bólu?, wszystkich tych sytuacji, o których mówiły Zosia, Ola i Jola?), o ósmej rano zjawiłam się w szpitalu.
Zrobiono mi EKG i zawieziono na oddział. Ledwie przysiadłam na moim łóżku, zjawiła się bardzo sympatyczna lekarka, która zbadała mi ciśnienie, przeprowadziła dodatkowo wywiad i zaprowadziła do pokoju zabiegowego. Myślałam, że czeka mnie ta cholerna lewatywa, ale okazało się, że nie (chyba wystarczyło te 16 szklanek!)
Położono mnie na łóżku zabiegowym i natychmiast nakryto prześcieradłem od pasa do pięt. Leżałam na lewym boku, założono do żyły wenflon. Kręciło się koło mnie kilka osób, wszyscy szalenie mili, troskliwi i sympatyczni. Zadawali pytania: na co jestem uczulona, jak się czuję. Coś wstrzyknięto mi do żyły. "Jak ma pani na imię?" - usłyszałam. Aha, sprawdzają, czy narkoza działa. "Za chwilę poczuje się pani trochę zamroczona". "Ale ja nic nie czuję" - powiedziałam (bo rzeczywiście nic nie czułam) i po chwili... zasnęłam. Obudziłam się po godzinie. Cały czas nic mnie nie bolało! Po przebudzeniu usłyszałam kojące słowa lekarza: "Jak się pani czuje? Dobrze? Wszystko jest w porządku, przebadaliśmy całe jelito - aż do ślepej kiszki. Znaleźliśmy 2 polipy, usunęliśmy je, a miejsce usunięcia przypaliliśmy. Polipy poszły do zbadania. Żadnych zmian nowotworowych nie ma. Teraz poleży pani jeszcze ze 2-3 godziny, a kiedy dojdzie do siebie, wypiszemy panią o domu". W ciągu tych 2 godzin dostałam jeszcze obiad. Jak te siostry smacznie gotują!
I po co ja się przez te dwa tygodnie przed zabiegiem tak cholernie denerwowałam?

Krystyna z Warszawy (kolonoskopia: czerwiec 2005 r.)

A Ty?
Masz za sobą kolonoskopię? Napisz, jak to było przed. Opisz emocje, jakie towarzyszyły Ci przed zabiegiem. Być może warto podzielić się czymś, co pomoże i zachęci innych do poddania się badaniu. Co warto wiedzieć przed kolonoskopią? Jaki szpital i jakiego specjalistę można polecić? Czy warto się bać? Jak widać na przykładzie pani Krystyny, nie taka kolonoskopia straszna. A jaka potrzebna!

Błękitna wstążka, Nr 20




ANKIETA
(format PDF)


A to ciekawe!